Dorastanie nastolatka może uruchamiać nieprzepracowane schematy i rany rodzica. Sprawdź, jak rozpoznawać własne emocje i nie przenosić ich na dziecko.
Okres nastoletni jest jednym z najbardziej wymagających etapów rodzicielstwa. Nie tylko dlatego, że dziecko zaczyna się zmieniać. Także dlatego, że wraz z jego zmianą zaczyna zmieniać się cała relacja.
Nagle dziecko, które jeszcze niedawno szukało rodzica niemal we wszystkim, zaczyna potrzebować dystansu. Zaczyna mieć własne zdanie, własne wartości, własny gust, własne tajemnice i własny świat, do którego rodzic nie zawsze ma dostęp.
I właśnie wtedy bardzo często dzieje się tak, że nastolatek zaczyna uruchamiać w rodzicu jego nieprzepracowane traumy i schematy (odrzucenia, nieważności itp).
Jeśli gdzieś głęboko nosisz w sobie lęk przed odrzuceniem, bo Twoje doświadczenia życiowe wielokrotnie narażały Cię na odrzucanie przez osoby najbliższe, nastoletnie „daj mi spokój”, trzaskanie drzwiami czy potrzeba spędzania czasu bez Ciebie może zostać przez twój układ nerwowy odebrane nie tylko jako zachowanie dziecka.
Możesz wtedy pomyśleć że nie jesteś już potrzebny, że Twoje dziecko Cię nie chce, że straciłeś z nim kontakt, że już Cię nie kocha.
Jeśli natomiast przez całe życie towarzyszyło Ci poczucie, że jesteś niewystarczający, krytyka nastolatka może boleć zdecydowanie bardziej, niż wynikałoby to z samej sytuacji.
„Nie rozumiesz mnie, wszyscy rodzice są lepsi niż ty” itp – to słowa, które nawet dla zdrowo ugruntowanego dorosłego mogą być trudne, ale możliwe do przyjęcia jako element dorastania, ale dla rodzica, który sam kiedyś musiał nieustannie udowadniać swoją wartość, mogą dotknąć bardzo starej rany. A wtedy reakcja na dziecko staje się nieproporcjonalnie silna. Pojawia się ogromna złość. Rozpacz. Poczucie bezradności. Potrzeba kontroli. Czasem potrzeba natychmiastowego naprawienia sytuacji.
I tutaj trzeba zadać sobie pytanie: czy reaguję na to, co dzieje się między mną a moim dzieckiem teraz, czy także na coś, co wydarzyło się we mnie dużo wcześniej?
Nastolatek nie jest już „przedłużeniem” rodzica. Kiedyś nie mogłaś wyjść spokojnie do łazienki, bo stał pod drzwiami, a teraz siedzi zamkniety w swoim pokoju. Tak się dzieje, bo jednym z najważniejszych zadań okresu dorastania jest stopniowe budowanie własnej tożsamości.
Dziecko musi sprawdzić, kim jest poza rodzicem. Dlatego zaczyna go kwestionować. Porównuje. Dyskutuje. Testuje granice. Zaczyna inaczej patrzeć na świat. Może odrzucać wartości, które wcześniej bez większego zastanowienia przyjmował od rodziny.
I to nie oznacza, że rodzic poniósł wychowawczą porażkę. Wręcz przeciwnie: zdolność do powiedzenia NIE może być częścią prawidłowego rozwoju jego autonomii.
Nastolatek potrzebuje bowiem jednocześnie dwóch rzeczy, które mogą wydawać się całkowicie sprzeczne: potrzebuje oddzielić się od rodzica i jednocześnie nadal bardzo go potrzebuje.
Słowa „Nie wchodź do mojego pokoju” mogą współistnieć z potrzebą świadomości, że rodzic jest dostępny. Że w razie potrzeby zapewni dziecku miękkie lądowanie, ojoja, porozmawia, zrozumie. Jest.
„Nie chcę z tobą rozmawiać” może istnieć obok pragnienia, żeby rodzic zauważył, że coś jest nie tak.
„Nie potrzebuję cię” może być częścią procesu, w którym dziecko właśnie uczy się, jak stać się niezależnym.
Dorastanie nie jest wyłącznie okresem trudnego charakteru. To czas intensywnego rozwoju mózgu. Obok okresu niemowlęcego, jest to czas kiedy mózg zmienia się najbardziej w życiu człowieka. Szczególnie zmieniają się sieci odpowiedzialne m.in. za regulację emocji, podejmowanie decyzji, przewidywanie konsekwencji i kontrolę impulsów. Jednocześnie istnieje bardzo duża potrzeba bycia w środowsku rówieśniczym, bycia jego częścią i bycia osobą znaczącą w nim. I nie tylko jest to silna potrzeba, ale rozwojowo – bardzo ważny moment, żeby nastolatek mógł odnosić się do grupy, w której czuje się akceptowany. Wielu rodziców o tym nie wie, skupiając się głównie na wynikach w szkole, dostarczanych ocenach, planowaniu przyszłości, czasem kosztem życia towarzyskiego nastolatka.
Do tego dochodzą ogromne zmiany hormonalne. Dlatego nastolatek może czasem reagować intensywnie, impulsywnie, podejmować decyzje, które dorosłemu wydają się kompletnie nieracjonalne, albo jednego dnia rozpaczliwie potrzebować bliskości, a następnego domagać się ogromnej przestrzeni.
Nie oznacza to, że każdą trudną reakcję należy akceptować. Oznacza natomiast, że warto rozumieć rozwój, zanim zaczniemy oceniać zachowanie.
Czasem jednak największym wyzwaniem jest to, co dzieje się w samym rodzicu. Bo nastolatek może nacisnąć dokładnie ten przycisk (i najczęściej naciska) którego istnienia rodzic wcześniej nawet nie był świadomy.
Jeśli masz w sobie przekonanie: Muszę być dobrym rodzicem, inaczej jestem bezwartościowy – bunt dziecka może być odbierany jak osobista porażka.
Jeśli nosisz przekonanie: Ludzie zawsze w końcu mnie opuszczają -potrzeba autonomii dziecka może uruchamiać lęk przed utratą.
Jeśli nauczyłeś się kiedyś, że bezpieczeństwo daje tylko kontrola – to
nieprzewidywalność nastolatka może być wyjątkowo trudna do zniesienia.
Jeśli Twoja wartość przez lata zależała od tego, czy inni są z Ciebie zadowoleni,
niezadowolenie własnego dziecka może boleć niemal fizycznie.
I wtedy jako rodzic możesz zacząć walczyć nie tyle o granice, ile o własne poczucie bezpieczeństwa. Bardziej kontrolować, więcej wymagać, cześciej sprawdzać, ostrzej reagować.
Co wtedy dzieje się po drugiej stronie? Zobaczmy w przypadku schematu „ludzie mnie zawsze opuszczają”: Im więcej rodzic naciska, chce kontrolować relację, tym bardziej nastolatek próbuje się odsunąc. Błędne koło. Rodzic boi się utraty więzi, więc próbuje ją kontrolować. Nastolatek odbiera kontrolę jako zagrożenie dla swojej autonomii, więc jeszcze bardziej się odsuwa. Rodzic widzi dystans i zaczyna bać się jeszcze bardziej. Wciąż ma władzę w domu, więc naprawdę może skrzywdzić swoje dziecko.
Dojrzałe rodzicielstwo nie polega na tym, żeby niczego nie czuć. Nie chodzi o to, żeby rodzic był zawsze spokojny.
Rodzic również ma prawo czuć złość, smutek, bezradność, rozczarowanie czy lęk. Dojrzałe rodzicielstwo oznacza umiejętność rozpoznania, że to, co czuję, jest prawdziwe, ale czasem moja emocja może dotyczyć mnie samej/samego, moich lęków przed odrzuceniem, rozpaczy że jestem gorsza/y, nieważna/y, ignorowana/y, przeżyć i myśli z przeszłości, a nie z tu i teraz.
Można być zranionym i jednocześnie nie karać dziecka za własne zranienie.
Można czuć lęk i jednocześnie nie zamieniać go w nadmierną kontrolę.
Można być wściekłym i nadal stawiać granice spokojnie, bez upokarzania.
Można usłyszeć „nie chcę z tobą rozmawiać” i pomyśleć: „To boli (bo boli!) Ale moje dziecko nie musi teraz chcieć ze mną rozmawiać. Ważne, żeby wiedziało, że kiedy będzie gotowe, nadal tu jestem”.
To ogromna różnica.
W trudnych momentach warto czasem zatrzymać się przed reakcją i zadać sobie kilka pytań:
Co właściwie wydarzyło się teraz? Co dokładnie powiedziało lub zrobiło moje dziecko? Co ja sobie dopowiedziałem? Co poczułem? Czy ta emocja pasuje wyłącznie do obecnej sytuacji, czy jest w niej coś znacznie starszego? Czy próbuję nauczyć dziecko czegoś ważnego, czy próbuję sprawić, żeby przestało uruchamiać mój lęk?
To są pytania, które pozwalają rozpoznawać własne schematy. Dzięki temu rodzic nadal może postawić granicę, ale robi to z innego miejsca: nie z miejsca zranionego dziecka, które szaleje bo ktoś go znowu odrzucił, a z miejsca dojrzałego dorosłego, który szanuje granice młodego człowieka i swoje. „Możesz być zły, nie zgadzam się jednak na obrażanie” (zamiast: po tym wszystkim co dla ciebie robię tak się do mnie odzywasz?!). Albo: „Widzę że jesteś teraz zły, zostawię cię teraz, w rwzie czego jestem, przyjdz jak będziesz mieć ochotę porozmawiać” (zamiast: nie to nie, to radź sobie sam).
Zawsze powtarzam, że przy trudnym przeżywaniu dojrzewania własnego dziecka, dobrze jest rozpoznawać własne schematy, po to, żeby nie reagować automatycznie, z pozycji rozzłoszczonego dziecka.
Nie ma rodzica idealnego. Ale dobrze jest mieć tę świadomość po pierwsze jak trudne jest przekształcanie się nastolatka w dorosłego człowieka, jak trudno jest temu młodemu człowiekowi zwerbalizować swoje potrzeby, a najczęściej komunikuje je w sposób paradoksalny, odrzucający, i jak często w nas samych odzywają się wtedy nasze niezaleczone rany, które z całą mocą siły i władzy doroslego już człowieka przekształcić się mogą w przemoc i odrzucenie własnego dziecka. Jeśli masz własne nieprzepracowane nieadaptacyjne schematy – dojrzewający nastolatek z całą pewnością je uruchomi.
Magdalena Szuława,
Psycholog, psychoterapeuta.
