Niegrzeczne” dziecko czy zdrowy rozwój? Sprawdź, dlaczego etykietowanie dzieci może szkodzić i jak wspierać ich emocje, granice i autonomię
Wielu rodziców, często nieświadomie, ocenia swoje dzieci przez pryzmat tego, czy są „grzeczne”, czy „niegrzeczne”. Problem polega na tym, że takie etykiety nie tylko niewiele mówią o rzeczywistych zachowaniach dziecka, ale też mogą zaburzać jego rozwój emocjonalny.
Bo co naprawdę znaczy, że dziecko jest „niegrzeczne”? Z perspektywy rodzica „niegrzeczne” często oznacza, że dziecko krzyczy, złości się, tupie nogą, że stawia granice i nie chce podporządkować się dorosłemu, że komunikuje swoje potrzeby w sposob intensywny bo jeszcze nie potrafi inaczej, albo -że domaga się uwagi.
Z perspektywy psychologii są to jednak zdrowe objawy rozwoju – dziecko uczy się oddzielać od rodzica, odkrywa własną autonomię i sprawdza, czy jego emocje są bezpieczne dla relacji.
Rodzic, który ma ugruntowane poczucie własnej wartości i nie nosi nierozwiązanych traum, nie odbiera złości czy frustracji dziecka jako ataku na siebie. Wręcz przeciwnie – cieszy się, że dziecko potrafi wyrazić emocje, bo wie, że to oznaka zdrowego rozwoju.
Taki rodzic nie reaguje lękiem ani własną złością, bo nie czuje się odrzucony. Nie czuje też, że zawiódł. Dzięki temu może być dla dziecka bezpiecznym przewodnikiem, a nie surowym sędzią.
W gabinecie psychoterapeuty często słyszymy o dzieciach, które „nie sprawiają problemów”. Nie krzyczą, nie złoszczą się, podporządkowują się dorosłym. Paradoksalnie, to wcale nie jest powód do dumy. „Zbyt grzeczne” dziecko to sygnał ostrzegawczy.
Zbyt grzeczne dziecko mogło nauczyć się, że okazywanie emocji grozi utratą miłości i akceptacji. Tłumi swoje uczucia, potrzeby, a to w dorosłości prowadzi do problemów z asertywnością, poczuciem własnej wartości czy tworzeniem bliskich relacji.
Dziecko rzadko przynosi do gabinetu problem w oderwaniu od rodziny. Najczęściej jest ono lustrem dla trudności i schematów rodziców. Dlatego praca terapeutyczna z dzieckiem to zawsze praca również – a często przede wszystkim – z rodzicem. Rodzic, który sam mierzy się z nieadaptacyjnymi schematami, nieświadomie „lepi” dziecko na swój obraz. Dopiero gdy zaczyna rozumieć i regulować własne emocje, może realnie wspierać dziecko w jego rozwoju.
Jak można inaczej?
Zamiast mówić: „Jesteś niegrzeczny” warto spróbować: „Widzę, że się złościsz, bo nie dostałeś tego, czego chciałeś”, czy „Rozumiem, że to dla Ciebie ważne. Teraz nie mogę się na to zgodzić, bo…”.
Takie komunikaty nie oceniają dziecka, tylko nazywają jego emocje i uczą, że są one naturalne i bezpieczne. Nie chodzi o to, żeby ulegać, ale żeby ROZMAWIAĆ.
Dziecko nie potrzebuje być „grzeczne”. Potrzebuje być prawdziwe – ze swoją złością, radością, frustracją i potrzebami. Rolą rodzica jest stworzyć mu do tego przestrzeń i towarzyszyć, zamiast oceniać.
Magdalena Szuława,
Psycholog, psychoterapeuta.
